MOSCOW CITY, RUSSIA

środa, 18 sierpnia 2010

my choice

czasem zastanawiam się jak bardzo bezgraniczna jest ludzka głupota. wynik przemyśleń nie nastraja optymistycznie. bo czy warto wszystko tak upubliczniać, prać brudy na oczach innych? i czy potem się żałuje?
wczoraj po raz setny pokazywali w TV film 'Jerry Magiure' i po raz enty się poryczałam. sentymentalna się zrobiłam, co? a może po prostu dopiero wieczorem mam nieco czasu, żeby myśleć nie jak mama, a jak kobieta, żona? cholerna romantyczka. chyba się stęskniłam za Mishą....

niedziela, 15 sierpnia 2010

to se netoperek

ostatnio prawie nie piszę. i nie siadam. staram się zrozumieć dziecko można by rzec - głównie włóczę się po podłodze za raczkującym Turkuciem. i przeważnie jestem z tyłu. brak mi kondycji? nie. raczej fantazji ;).
to już tydzień od mojej podróży. zapomniałam wtedy napisać, że w domu oprócz Aleksy czekało na mnie jeszcze coś. było małe, włochate i wystraszone. jednym słowem nietoperz. na lodówce. do dziś nie wiemy, jak udało mu się wlecieć do kuchni, nie ważne. gdyby nie Jerzy, to pewnie zauważyłybyśmy go z mamą rano. i z wrzaskiem. aż strach się bać, co zrobił by z nim Turki. ... bleeeeeeeeeee!!!!
tymczasem nadchodzi burza.

a ja może pozamykam szafki i pochowam kable. już raz zostaliśmy bez domowego (tel.) po przejściu Małego Tajfunu.

sobota, 7 sierpnia 2010

przygody słonia w tyłku mrówki, czyli prawie jak palcem po mapie



na foto - ja na tarczy -wracam do Krk.

tytuł mówi wszystko. jest trafnym podsumowaniem mojego romantycznego weekendu w Gdańsku, który .... no właśnie. chyba powinnam napisać prawdę - że nawet się nie zaczął, a już się skończył. a wszystkiemu winna - a jakże - pogoda.
dziś już się z tego śmieję, ale wczoraj wylewałam łzy w rękaw M. - oczywiście wirtualnie, bo przez telefon.
a wracając do sedna - lot do Wawy przebiegł planowo. i tu skończyły się pewniaki. ledwie przestąpiłam próg Okęcia, a zapadły egipskie ciemności i rozszalała się hiper burza. ponad dwie godziny. lotnisko nie wypuszcza i nie przyjmuje samolotów, zero informacji innych niż 'uprzejmie informujemy, że z przyczyn od nas niezależnych lot do ............ nie odbędzie się o czasie. następną informację podamy za półgodziny'. itd. a żeby było zabawniej, to gdyby samolot Mishy przyleciał bez opóźnienia (smog i dym pożarów skutecznie zatruwa życie w Moskwie), to nie lądowałby przymusowo w Poznaniu. tak. przeżyliśmy oboje coś a'la komedia romantyczna, z tym, że nie bardzo nam było do śmiechu. utknąć na lotnisku - bezcenne.
chociaż nie - niestety taki pat ma swoją wymierną cenę. linie lotnicze LOT nie gwarantują noclegu w takim przypadku i za hotel w razie odwołania rejsu trzeba zapłacić z własnej kieszeni. po informacji, że do 24'tej nie polecimy na bank, doszłam do wniosku, że zwijam manatki. wróciłam ostatnim pociągiem do Krakowa. wyszło taniej, niż hotel.
tak oto Mania vel. Masha zwiedziła Warszawę. a ściśle rzecz ujmując - Okęcie.
podróże kształcą.

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

lato, lato, lato ach! to Ty :)

kalendarz nie kłamie - już sierpień.
wakacje. moje - te rodzinne - nie doszły do skutku przez mieszankę wybuchową pogoda/zepsute rury/'nie mam czasu'. nawet się nie dziwię, że jakoś z tego powodu nie płaczę. czasem lepiej nie forsować planów na siłę i przyjąć pozycję' poczekam i popatrzę'.
za to wakacje 'romantyczne' przed nami. w piątek Gdańsk. z jednej strony nie mogę się doczekać, bo ... wreszcie się wyśpię. sad but true. mało romantycznie? wiem .... ale przez Turkucia łóżko kojarzy mi się prawie wyłącznie ze spaniem. tak do rana, przez całą noc. bez wstawania, wypadających smoczków i bolącego brzuszyska. z drugiej - przecież ja będę tęsknić do mojego Diabełka Tasmańskiego... a co, jak dostanie histerii - kto ją utuli? buuuuuuuuuuuuuuuuuuuu!!! tak źle i tak niedobrze.

sobota, 31 lipca 2010

finito

prawie w ogóle nie piszę. jest zbyt gorąco, lub zbyt zimno.... chyba, że po prostu nie ma o czym pisać?
a tyle się dzieje. tzw.codzienność. w międzyczasie zdążyłam 'zaliczyć' pierwszą gorączkę Ol'a, swoją anginę, totalny rozpad super-wózka i tuzin innych, mniej lub bardziej ważnych wydarzeń. tak ważnych, że już nie pamiętam jakich. жизнь.
palce coraz wolniej biegają po klawiaturze. oduczyłam się szybko pisać. za to potrafię zrobić tysiąc rzeczy jednocześnie: przewijać jedząc i gadając przez telefon (don't ask me how) itd. ja się nie chwalę. zastanawiam się tylko. na głos. publicznie.
a dziś dodatkowo mam ochotę wszystkich pozabijać i wszystko mnie denerwuje. bez kija nie podchodź... ciekawe, jaki wpływ ma na to konieczność przejścia na dietę...? ale najpierw wyjem czekoladę z muesli.