jestem chora i nie bardzo mogę zebrać myśli i brak mi odpowiednich słów. chciałabym tylko 'podziękować' tym, którzy odebrali nam prawdziwą żałobę swoimi podszytymi polityką decyzjami. do tej pory jesteśmy świadkami żenujących scen, dyskusji, pomówienia padają ze wszystkich stron... tak, jakby nie można było wznieść ponad to, dogadać, okazać cień zrozumienia, empatii. najbardziej odrażające w tej sprawie są według mnie roszczenia finansowe - jakby można było wycenić śmierć, poczucie straty, jakby śmierć śmierci nie była równa...
MOSCOW CITY, RUSSIA
niedziela, 10 kwietnia 2011
cry me a river
jestem chora i nie bardzo mogę zebrać myśli i brak mi odpowiednich słów. chciałabym tylko 'podziękować' tym, którzy odebrali nam prawdziwą żałobę swoimi podszytymi polityką decyzjami. do tej pory jesteśmy świadkami żenujących scen, dyskusji, pomówienia padają ze wszystkich stron... tak, jakby nie można było wznieść ponad to, dogadać, okazać cień zrozumienia, empatii. najbardziej odrażające w tej sprawie są według mnie roszczenia finansowe - jakby można było wycenić śmierć, poczucie straty, jakby śmierć śmierci nie była równa...
piątek, 8 kwietnia 2011
play with me!
miało być o Moskwie, ale będzie o Wiewiórze - życie samo pisze najlepsze scenariusze, nieprawdaż?
jako, że obecnie mieszkamy blisko parku, nastał czas asymilacji z tubylcami na palcu zabaw. oto kilka zasad - najważniejsze reguły gry:
- jak jesteś 'nowy' nie pchaj się od razu w centrum wydarzeń (patrz: huśtawki);
- cudza zabawka to zawsze lepsza zabawka ;
- weź ze sobą jedzenie i picie itd - jeśli mają to inne dzieci, Twoje też tego zechce;
- staraj się nie dopuścić do stresowych sytuacji: miej oczy wokół głowy;
- zbieraj w domu stary chleb - można nim karmić ptaki (tutejsze wybredne tłuściochy nie rzucają się na suchary, bo każdy rodzic przestrzega tej zasady);
- chwal inne dzieci, pytaj o wiek itd;
- przestaniesz być 'nowy', jak pojawi się ktoś 'nowszy'.
AMEN.
i jeszcze jedno: jak jeszcze raz usłyszę o kobiecie wychowującej dziecko i niepracującej zawodowo, że 'siedzi w domu', to trup będzie się słał gęsto. 'siedzi'?!!!???? no żebym się od tego siedzienia hemoroidów nie nabawiła. w życiu się tyle nie narobiłam/ nagoniłam/naużerałam, jak teraz. jak człowiek ma chwilę wolną to nie wie, czy ma nadrabiać zaległości w czytaniu/gotowaniu/praniu/sprzątaniu/myciu/dbaniu o siebie/ czy po prostu odespaniu. nie samym dzieckiem żyje człowiek!!!
jako, że obecnie mieszkamy blisko parku, nastał czas asymilacji z tubylcami na palcu zabaw. oto kilka zasad - najważniejsze reguły gry:
- jak jesteś 'nowy' nie pchaj się od razu w centrum wydarzeń (patrz: huśtawki);
- cudza zabawka to zawsze lepsza zabawka ;
- weź ze sobą jedzenie i picie itd - jeśli mają to inne dzieci, Twoje też tego zechce;
- staraj się nie dopuścić do stresowych sytuacji: miej oczy wokół głowy;
- zbieraj w domu stary chleb - można nim karmić ptaki (tutejsze wybredne tłuściochy nie rzucają się na suchary, bo każdy rodzic przestrzega tej zasady);
- chwal inne dzieci, pytaj o wiek itd;
- przestaniesz być 'nowy', jak pojawi się ktoś 'nowszy'.
AMEN.
i jeszcze jedno: jak jeszcze raz usłyszę o kobiecie wychowującej dziecko i niepracującej zawodowo, że 'siedzi w domu', to trup będzie się słał gęsto. 'siedzi'?!!!???? no żebym się od tego siedzienia hemoroidów nie nabawiła. w życiu się tyle nie narobiłam/ nagoniłam/naużerałam, jak teraz. jak człowiek ma chwilę wolną to nie wie, czy ma nadrabiać zaległości w czytaniu/gotowaniu/praniu/sprzątaniu/myciu/dbaniu o siebie/ czy po prostu odespaniu. nie samym dzieckiem żyje człowiek!!!
środa, 6 kwietnia 2011
read between the lines

wczoraj po raz pierwszy do prawie 2 lat jechałam meterm. wrażenia? YEAH! to tak jednym słowem rzecz ujmując. A dwoma? no cóż - nic się nie zmieniło: szybko i tłocznie. nawet mi chyba tego brakowało... pośpiechu, ruchomych schodów, których końca nie widać, wszędobylskich milicjantów i przeciągów.
wycieczka metrem odbyła się z okazji zakupów - do walizki weszły tylko rzeczy wiewiórcze, a ja zostałam w tym, co miałam na grzbiecie. tak, ja, pierwsza modnisia w okolicy, zostawiłam całą zawartość szafy w KRK. moja radość shoppingowa nie trwała zbyt długo. super, że jest tu tyle sklepów, ale dlaczego tylu ludzi wpadło na ten sam pomysł co ja i wybrało się na łowy rano? co oni tu nie pracują/ nie uczą się?!!!!? tłumy przy wieszakach, kasach i przymierzalniach. a nie daj boshe trafić na przecenę - 3 h z życiorysu gotowe. chyba nie pozostanie mi nic innego, jak - to straszne! - ograniczenie się do tego, co mam! aaa!!
poniedziałek, 4 kwietnia 2011
trip: update
emo Mama
lotnisko
mały włamywacz sejfowy ;)
ooooo, pociąg!!
jestem większa od walizki, ha!i stała się jasność. wyszło słońce i temperatura opuściła strefy zerowo - minusowe. może dziś uda się wyjść na dłuższy spacer i poskromić niespożytą energię Wrednego Wiewióra. mieszkanie jest już dla niej za małe, więc trwa ekspedycja na balkon, gdzie suszy się pranie.
Misha nadal chory, więc zostałam na placu boju sama. czemu mam ochotę powiedzieć 'nic nowego'?
niedziela, 3 kwietnia 2011
should I stay or should I go?
miejsce: Moskwa
czas: + 2 godziny
rzeczywistość: Dom 2
Wiewiór walczy z piramidką, a ja z bólem głowy. Ktoś złośliwy mógłby zauważyć, że w takim razie to mogłam nie wyjeżdżać. tak. tyle, że za oknem śnieg i temperatura ze znakiem minus.i bukwy. słowem - jednak WELCOME IN RUSSIA.
o podróży wolałabym zapomnieć - pod koniec Aleksandra była tak zmęczona, że gryzła wszystkich i wszystko. a ja na chwilę obecną mam dość samolotów, pociągów, aut - słowem wszelkich środków transportu. całe szczęście, że noc należała do tych dobrych i wstawałam tylko raz. przynajmniej mniej więcej zregenerowałam skołatane nerwy.
a od rana mycie, szorowanie, odkurzanie. 100 m2 to super sprawa, póki nie trzeba tego sprzatać. moja nadwyrężona ręka nie ma szans na odpoczynek.
dobra - czas ogacić kuchnię.
czas: + 2 godziny
rzeczywistość: Dom 2
Wiewiór walczy z piramidką, a ja z bólem głowy. Ktoś złośliwy mógłby zauważyć, że w takim razie to mogłam nie wyjeżdżać. tak. tyle, że za oknem śnieg i temperatura ze znakiem minus.i bukwy. słowem - jednak WELCOME IN RUSSIA.
o podróży wolałabym zapomnieć - pod koniec Aleksandra była tak zmęczona, że gryzła wszystkich i wszystko. a ja na chwilę obecną mam dość samolotów, pociągów, aut - słowem wszelkich środków transportu. całe szczęście, że noc należała do tych dobrych i wstawałam tylko raz. przynajmniej mniej więcej zregenerowałam skołatane nerwy.
a od rana mycie, szorowanie, odkurzanie. 100 m2 to super sprawa, póki nie trzeba tego sprzatać. moja nadwyrężona ręka nie ma szans na odpoczynek.
dobra - czas ogacić kuchnię.
Subskrybuj:
Posty (Atom)