MOSCOW CITY, RUSSIA

czwartek, 31 grudnia 2015

Been working so hard I'm punching my card

Rok nam się prawie skończył, a ja nie tknęłam bloga od września.
świetny wynik. świetny. 
I żeby nie było, że jestem leniwa, rzutem na taśmę dodaję post jeszcze w TYM roku. 

Życzę Wam w Nowym Roku zdrowia, bo najważniejsze.

A i jeszcze, że tego, żebyście się lubili. sami siebie!!! (nie mylić z egoizmem!!!)

widzimy się w następnym roku ;))))


Wasza Masha

poniedziałek, 12 października 2015

The heat is on

Jakoś tak się składa, że wracam razem z zimą, nie?
ale to przecież logiczne, witamy w Mordorze!!!
po upałach ani śladu, chociaż wrzesień był przepiękny i panowały wręcz egzotyczne temperatury - ponad 25 stopni!!! sama w to nie mogłam uwierzyć, ba!! do teraz nie mogę patrząc na zdjęcia i eee, termometr za oknem.
a może dlatego było tak pięknie, bo była z nami moja Mama? pierwszy raz...
w lecie umarła nasza Babcia. 3 miesiące temu... a ja nadal nie wiem, jak pisać o tym, co przeszła moja Mama przez te wszystkie lata... 16 lat.
ktoś nie śpi, by spać mógł ktoś. to prawda.
tyle myśli kłębi się w mojej głowie, tyle słów i nic!!!
są takie chwile w życiu, kiedy nie ma dobrego rozwiązania, kiedy nie da się pomóc, kiedy możesz tylko patrzeć z boku... kiedy tylko śmierć jest rozstrzygnięciem.
ale z drugiej strony ten niewyobrażalny ciężar to ktoś najbliższy. bezbronny w chorobie, tak strasznie od ciebie uzależniony... jak niemowlę. duże niemowlę. z całym dobrodziejstwem inwentarza.
moja Mama jest BOHATERKĄ.
ja chyba jeszcze nie do końca pogodziłam się z tym wszystkim, z tym co było, z samym faktem odejścia Babci. proza życia nie daje mi czasu na myślenie, na żałobę. ba! ja się egoistycznie cieszę, że wreszcie odzyskałam własną Mamę. i ona wreszcie ma czas dla siebie!!!! bo to jest dla nas, przyzwyczajonych do jej nieustannej posługi, szok.
Mamo, Ty czytasz książkę?!?!?!
Mamo, patrz, Suslik zastrugał flamaster!!!!
Mamo, czasem ciężko jest kurde być mamą!!!



sobota, 22 sierpnia 2015

We are the heroes of our time

To niesprawiedliwe - nie zdążyłam sobie na ten upał ponarzekać (ha! jednak!!), a już się skończył. nie żebym tęskniła, ale jakoś tak nagle zapachniało jesienią. a to już oznacza, że niedługo zbieramy się do Mordoru.
i jeszcze od kilku dni jadę na Ibupromie max, bo łeb mi pęka. miało przejść po ciąży, a tu lipa - standardowe obejmowanie sracza. chociaż może jednak to moja wina, bo mimo zakazu jem ser żółty, banany i ten teges... czekoladę? z tą ostatnią to jakoś tak nie mogę się rozstać. miłość do grobowej ... a raczej, klozetowej deski. w takim stanie lepiej mnie nie drażnić i nie wchodzić mi w drogę. ale przecież nie żyjemy w próżni... szkoda.
Suslik ma fazę na udawanie delfina i sobie tak cienko piszczy: ultradźwięki trenuje. i moje nerwy. jak to nie działa, patrzy na mnie z miną kota ze Shreka i teatralnie wali się na podłogę. w tej artystycznej pozie 'na Rejtana', stara się wrzeszczeć i jednocześnie obserwować moją reakcję. Oskar murowany.
Wiewiór nie pozostaje w tyle i neguje wszystko i wszystkich. od rana do wieczora "nie cierpię....!!", jak zacięta płyta. sporo czasu mi zajęło rozkminienie, że ona się wzoruje na smerfie Marudzie z wieczorynki. ta wiedza mi nic nie daje, ale mniejsza o to. Wredny twierdzi, że to dlatego, że... ząbkuje. bo serio jej wyszły górne szóstki i tak się tym przejęła, że zażądała swojej tubki Dentinoxu. no bo Suslik ma.
życie.
do pełni szczęścia brakowało mi tylko remontu posadzki na klatkach schodowych. nic tak nie koi nerwów, jak młot pneumatyczny czy wiertarka.
!!!!!!!!


czwartek, 6 sierpnia 2015

All I remember is: Pap pa, pa pa rap pa pa

lubię lato.
serio.
kiedyś już chyba o tym pisałam, ale głowy nie dam, więc może się powtórzę się: każdy normalny człowiek, który mieszka dłużej w Mordorze (i dalej na wschód), tęskni za słońcem.
no dobra - nie przesadzajmy, jak dla mnie, nie musi być Egipt, czy inna Sahara. no chyba, że moim marzeniem byłoby wysuszyć się na wiór, lub spaloną grzankę. nie.
odkryję dziś nasz mały sekret. wakacje są tam, gdzie lata Ryanair. albo jak mawia Wiewiór - JARANER. była Majorka, była Sardynia.
wakacje z bajtlami to nie są normalne wakacje. takie z leżakiem, drinkiem z palemką i sexownym prężeniem się nad morzem/basenem. tak w sumie, to nie bardzo się rodzicom odpoczywa.
no bo tak.
Wiewiór prawie z biegu chce do wody. Płyyyyywaaaać!! a że nie umie bez motylków - a co tam! gdyby nie moja histeria ubraniowa, to zapewne wskoczyłaby do morza jak stoi, w sukience, klapkach i kapeluszu. a jeśli Wredny chce do wody, to na bank zechce też Suseł. ona przynajmniej 'łaskawie' da sobie kostium założyć, ale też niezbyt ochoczo. w następnej chwili włazi do dmuchanego koła i kolebiąc się na swoich krótkich nóżkach, sprintem wali w stronę wody. ledwo mam czas zrzucić własne ubranie, a i tak łapię ją w ostatniej chwili, zanim mi wpadnie twarzą w fale.
i żeby nie było - Tata jest z nami, ale to właśnie "Mamamamamamamama!" robi wszystko lepiej. grrrrr!!
pływanie (Aleksandra 'nurkująca' na trupa, Olga okręcająca się w kole wokół własnej osi) szybko się nudzi i... wio na brzeg.
- zagrajmy w piłkę!
- albo nie -  chodźmy na zjeżdżalnię!
- albo nie, bo baru na lody!!
o plażowaniu nie ma mowy. jakie opalanie? co ja tu, leżeć przyjechałam??!?!?!
- AAAAAA!!!Mamo, lody mi się topią!
- yyyyyyyy!!!mamammamama!! yyyy!! (Suslik też chce loda, a co?!)
- Mamo, zrobiłam siusiu do morza!! (ubikacja jest kilka kroków dalej)
- jeść!!!!!! nie to!!!
- Mamo, bo Olga je piasek!
- OSSSSAAAAAAAAAA!!!
Litania potrzeb, życzeń i zażaleń trwa bez końca.
tak sobie marzę, że kiedyś jeszcze to wszystko nadrobię. ja i mój cellulit będziemy się prażyć na słońcu, nikt po nas nie będzie chodził, skakał i nudził o wszelkiej maści to i tamto.
taaaaa. Maria, ty tak na serio?
nie w tym życiu!



piątek, 31 lipca 2015

So you wanna play with magic?

jeśli ktoś kiedyś zastanawiał się jak wyglądały słynne plagi egipskie, to zapraszam do nas. 
poznajcie Suslika. 
Olga to chodząca klęska żywiołowa. ma niecałe półtora roku, 6 (?!?!?!?!?) zębów i na swoim  koncie rozwaloną wargę, obity nos, odbity paznokieć, niezliczoną ilość siniaków i - wisienka na torcie - wielgachne limo pod okiem. wygląda jak rasowy menel. nasza mała LIMOnka.
nie pytajcie jak. ona nie myśli. ona działa. teraz. natychmiast. chce wyjść z łóżeczka, a mamusia nie wyjęła szczebelków - "nie no, łóżeczko jest bezpieczne, z niego nie wypadnie!"? nogę przerzucamy górą, głowa do przodu i ... ŁUP! że tak się wyrażę "niech żyje wolność, wolność i swoboda!". 
no musi czasem boleć. dzięki Bogu, że skończyło się tylko tak. aż mnie ciarki przechodzą na samą myśl o tym, co mogło by być... brrrr! 
a tak, to tylko wyglądamy jak patologiczna rodzinka. Olga z opuchlizną i siniakiem w kolorze dojrzałej węgierki, ja jak ćpun, bo po oddawaniu krwi. do tego Wredny, jak na zawołanie, urządza histerię z wrzaskiem i śpikami, bo nie dostała loda. brakuje tu tylko tatusia alkoholika i sprawa dla MOPS'u gotowa. 
i niby drugie dziecko, człowiek powinien być na takie akcje przygotowany. a guzik. to się dzieje na naszych oczach i nie możemy zareagować, bo to sekundy. 
dzieci są fajne mówili. 
ba! mówią stale! 
dziękuję, póki co - pas. 
wystarczy mi wrażeń na jakieś, ja wiem, 10 lat. 
z hakiem!