pogoda z ostatniego tygodnia 'sponsoruje' wiewiórcze i moje przeziębienie. jesteśmy obie tak pociągające, że aż trudno uwierzyć. tak więc jednak fanatyzm nie popłaca. nawet, jeśli chodzi o spacery. dziś wieczorem idę do lekarza i już zaczynam wymyślać w miarę realny powód, dla którego zamiast o siebie dbać po operacji, szlajałam się godzinami na tutejszym wygwizdowie...
dzieci nie kłamią. no dobra - dzieci w wieku Wiewióra. starsze - skalane 'magią' naszego świata niestety już tak.
spacerujemy po parku, podchodzi do nas moja koleżanka, Debbie. rozmawiamy sobie i mówię:
- no przecież chciałaś się spotkać z ciocią Debbie i Eweliną [jej córeczka]!'.
na co Wredny na cały regulator:
- Ciocia Bibia da, Nina - nie!!! [ciocia Debbie tak, Ewelina - nie!]
...
co przypomina mi przekazywana z pokolenia na pokolenie historię z dzieciństwa mojego wujka.
Wojtuś idzie z Mamą (moja Babcia) za rączkę, nagle spotykają znajomą Babci. Babcia:
- Wojtusiu, ukłoń się!
- Krowa!!!
- Wojtusiu!!! [ze świętym oburzeniem, w konsternacji] przecież to jest moja znajoma, pani Kowalska!!
- STARA KROWA!!!
dobrze, że Wiewiór jeszcze nie jest zbyt rozmowny, bo pewnie nie raz by mi wypalił z czymś w takim stylu. czyżby wszystko przed nami?!?!?!?!
MOSCOW CITY, RUSSIA
wtorek, 29 maja 2012
czwartek, 24 maja 2012
Jungle life I'm far away from nowhere
jeśli któraś z Pań chciałaby sobie ponarzekać na Polaków, to proponuję nieco się powstrzymać. nie są idealni - tu się w stu procentach zgodzę - ale zdecydowanie zyskują przy porównywaniu. z facetami z zachodu nie mam doświadczenia, więc skupię się na obiektach zza Buga.
wychowana zostałam w przekonaniu, że kobiecie się ustępuje, przepuszcza w drzwiach i ogólnie należy je traktować z szacunkiem. takie podejście nie pasuje nic a nic do moskiewskiej brutalnej rzeczywistości.
sytuacja nr 1:
metro. w godzinach szczytu nie ma miejsca na ceregiele, czyli kto pierwszy, ten lepszy. mężczyźni, chłopcy, faceci - nikt nie ustępuje. ani starszym, ani kobietom. wsiadłaś później? postoisz. kiedy byłam w ciąży, miejsca ustępowały mi tylko kobiety, przeważnie starsze.
sytuacja nr 2:
schody. jakiekolwiek: w przejściu podziemnym, w bloku, nie ważne. jadę z wózkiem. nigdy żaden mężczyzna mi nawet nie zaproponował pomocy. nie powiem, że w PL'u panowie się rwą na wyprzódki do taszczenia cudzych dzieciaków, ale nie zdarzyło mi się, żebym musiała sama wyciągać/ściągać 4 kółka po schodach.
sytuacja nr 3:
coś mi upadło. jak jestem gapa, to muszę sobie sama podnieść. ostatnio wiatr porwał nam balon. jeden z tatusiów, owszem, zatrzymał go nogą, ale schylać się musiałam ja. dobrze, że nie zrozumiał, od kogo go zwyzywałam pod nosem.
a jeśli to nie dżungla? może to takie nowoczesne podejście jest? chciałyście równouprawnienia, to macie.
wychowana zostałam w przekonaniu, że kobiecie się ustępuje, przepuszcza w drzwiach i ogólnie należy je traktować z szacunkiem. takie podejście nie pasuje nic a nic do moskiewskiej brutalnej rzeczywistości.
sytuacja nr 1:
metro. w godzinach szczytu nie ma miejsca na ceregiele, czyli kto pierwszy, ten lepszy. mężczyźni, chłopcy, faceci - nikt nie ustępuje. ani starszym, ani kobietom. wsiadłaś później? postoisz. kiedy byłam w ciąży, miejsca ustępowały mi tylko kobiety, przeważnie starsze.
sytuacja nr 2:
schody. jakiekolwiek: w przejściu podziemnym, w bloku, nie ważne. jadę z wózkiem. nigdy żaden mężczyzna mi nawet nie zaproponował pomocy. nie powiem, że w PL'u panowie się rwą na wyprzódki do taszczenia cudzych dzieciaków, ale nie zdarzyło mi się, żebym musiała sama wyciągać/ściągać 4 kółka po schodach.
sytuacja nr 3:
coś mi upadło. jak jestem gapa, to muszę sobie sama podnieść. ostatnio wiatr porwał nam balon. jeden z tatusiów, owszem, zatrzymał go nogą, ale schylać się musiałam ja. dobrze, że nie zrozumiał, od kogo go zwyzywałam pod nosem.
a jeśli to nie dżungla? może to takie nowoczesne podejście jest? chciałyście równouprawnienia, to macie.
wtorek, 22 maja 2012
No inhibitions-make no conditions
mała Sharapova i bańki mydlane :)
moje gardło powoli powraca do normy, a wraz z nim moja waga. jedynym, ale za to zdecydowanym plusem 'gardłowych' operacji jest utrata kilogramów. drastyczne, ale prawdziwe: dieta NŻ.
ja to jeszcze nic. po 4 dniach mogę mówić i przekąsić małe 'conieco'. mąż koleżanki swoje migdały wyciął i nie dość, że tydzień leżał w szpitalu, to jeszcze jakieś dobre dwa nie będzie mógł jeść i ledwie mówi. czyżby nowa dieta-cud?!?!?!
żarty żartami, ale tak naprawdę, to bardzo mocno liczę na to, że wreszcie przestanę chorować na wszelkiej maści anginy i będę mogła jeść lody. do tej pory od samego patrzenia na zimne napoje dostawałam bólu gardła.
już od dawna mam wizję siebie objadającej się lodami ze Starowiślnej i pijącej zimną Colę z lodem. jutro lekarz powie mi, czy to marzenie się spełni.
z realizacją kolejnych jeszcze trochę się będę musiała wstrzymać, ale perspektywy są optymistyczne. jak miło!
moje gardło powoli powraca do normy, a wraz z nim moja waga. jedynym, ale za to zdecydowanym plusem 'gardłowych' operacji jest utrata kilogramów. drastyczne, ale prawdziwe: dieta NŻ.
ja to jeszcze nic. po 4 dniach mogę mówić i przekąsić małe 'conieco'. mąż koleżanki swoje migdały wyciął i nie dość, że tydzień leżał w szpitalu, to jeszcze jakieś dobre dwa nie będzie mógł jeść i ledwie mówi. czyżby nowa dieta-cud?!?!?!
żarty żartami, ale tak naprawdę, to bardzo mocno liczę na to, że wreszcie przestanę chorować na wszelkiej maści anginy i będę mogła jeść lody. do tej pory od samego patrzenia na zimne napoje dostawałam bólu gardła.
już od dawna mam wizję siebie objadającej się lodami ze Starowiślnej i pijącej zimną Colę z lodem. jutro lekarz powie mi, czy to marzenie się spełni.
z realizacją kolejnych jeszcze trochę się będę musiała wstrzymać, ale perspektywy są optymistyczne. jak miło!
sobota, 19 maja 2012
Don't speak don't speak don't speak
dziś u nas dzień ojca, czyli tatusiowe spacerują z dziećmi. w końcu jest sobota i można liczyć chociaż na taką pomoc ze strony Drugich Połówek.
Wiewiórowi udało się Mishę wyciągnąć do ZOO i dobrze, bo jedyne, o czym teraz marzę i czego mi potrzeba to cisza i spokój.
po wczorajszej operacji gardła nie mogę jeść, przełykać, ale co gorsza - nie mogę mówić!!! ja!!!! to jakiś koszmar ... i tylko Misha w siódmym niebie, bo nikt mu nie truje i nie domaga się zrobienia tego, czy tego. Wredny raczej grzeczny, ale co jakiś czas - w swoim stylu - przypomina sobie, że można by mamę nieco pofatygować i wpada do sypialni z dzikim wrzaskiem.
plan pierwotny i optymistyczny zakłada, że gdzieś tak po 4-5 dniach wszystko wróci do normy. no dobra, cóż mogę zrobić, czekam. ale jakoś tak średnio mi się widzi tak ekspresowy powrót na łono jedząco-mówiącej części ludności. niby gardło nie serce, czy noga, ale potraktowane laserem też potrafi się dać we znaki. i lepiej mieć je w formie, niż przypalone.
Wiewiórowi udało się Mishę wyciągnąć do ZOO i dobrze, bo jedyne, o czym teraz marzę i czego mi potrzeba to cisza i spokój.
po wczorajszej operacji gardła nie mogę jeść, przełykać, ale co gorsza - nie mogę mówić!!! ja!!!! to jakiś koszmar ... i tylko Misha w siódmym niebie, bo nikt mu nie truje i nie domaga się zrobienia tego, czy tego. Wredny raczej grzeczny, ale co jakiś czas - w swoim stylu - przypomina sobie, że można by mamę nieco pofatygować i wpada do sypialni z dzikim wrzaskiem.
plan pierwotny i optymistyczny zakłada, że gdzieś tak po 4-5 dniach wszystko wróci do normy. no dobra, cóż mogę zrobić, czekam. ale jakoś tak średnio mi się widzi tak ekspresowy powrót na łono jedząco-mówiącej części ludności. niby gardło nie serce, czy noga, ale potraktowane laserem też potrafi się dać we znaki. i lepiej mieć je w formie, niż przypalone.
środa, 16 maja 2012
But Johnny my friend, she's not what she seems
tyle się dzieje, że ledwie jestem w stanie ogarnąć rzeczywistość, a jakby kto pytał, to nic nowego.
Misha w delegacji (n-tej już w tym roku), bieganie z Wiewiórem na zajęcia, plus pakiet obowiązkowy: gotowanie, sprzątanie, mycie, czesanie, ubieranie itd, itp. - ni mniej, ni więcej, jak codzienność każdej kobiety.
ale ale. nieco się jednak zagalopowałam z tym brakiem nowości. otóż Wredny ma adoratorów. wiem, że dla niektórych to będzie mały szok, ale to i tak podobno spóźniony start. nasi znajomi obu płci już jako 1,5 roczne brzdące całowali się w krzokach.
u nas to widocznie wpływ nagłego ocieplenia. trochę dziwnie jest się przyglądać, jak moje dziecko (Aleksandra, 2.5 roku) chodzi za rękę z kolegami, albo dostaje od nich kwiaty. tak sobie myślę, że owi Konkurenci nieźle się nabierają na lekko nadąsaną buzię i grzeczne maniery. bo na placu zabaw Wiewiór z Wrednego przeistacza się w Idealną Dziewczynkę. zawsze (no, prawie zawsze :P) za rękę z mamusią, nie krzyczy, nie rzuca piaskiem, karnie czeka w kolejce do huśtawki, czy zamienia się zabawkami (ostatnio z zauważalną tendencją malejącą, ale jednak). przedwczoraj chłopcy nawet się o Wiewióra bili.
jak to dobrze, że nie widzą Wrednego w domu, w akcji. brrrrrr!!! charakterek to ona ma, oj ma!!! po 'siama' i 'nieeee/niet!', ulubionym jest 'moje!!!'.
no ale cóż: reklama dźwignią handlu.
Misha w delegacji (n-tej już w tym roku), bieganie z Wiewiórem na zajęcia, plus pakiet obowiązkowy: gotowanie, sprzątanie, mycie, czesanie, ubieranie itd, itp. - ni mniej, ni więcej, jak codzienność każdej kobiety.
ale ale. nieco się jednak zagalopowałam z tym brakiem nowości. otóż Wredny ma adoratorów. wiem, że dla niektórych to będzie mały szok, ale to i tak podobno spóźniony start. nasi znajomi obu płci już jako 1,5 roczne brzdące całowali się w krzokach.
u nas to widocznie wpływ nagłego ocieplenia. trochę dziwnie jest się przyglądać, jak moje dziecko (Aleksandra, 2.5 roku) chodzi za rękę z kolegami, albo dostaje od nich kwiaty. tak sobie myślę, że owi Konkurenci nieźle się nabierają na lekko nadąsaną buzię i grzeczne maniery. bo na placu zabaw Wiewiór z Wrednego przeistacza się w Idealną Dziewczynkę. zawsze (no, prawie zawsze :P) za rękę z mamusią, nie krzyczy, nie rzuca piaskiem, karnie czeka w kolejce do huśtawki, czy zamienia się zabawkami (ostatnio z zauważalną tendencją malejącą, ale jednak). przedwczoraj chłopcy nawet się o Wiewióra bili.
jak to dobrze, że nie widzą Wrednego w domu, w akcji. brrrrrr!!! charakterek to ona ma, oj ma!!! po 'siama' i 'nieeee/niet!', ulubionym jest 'moje!!!'.
no ale cóż: reklama dźwignią handlu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
