MOSCOW CITY, RUSSIA

piątek, 23 lipca 2010

утомленные солнцем

miało spaść i nie spadło. znaczy woda w postaci deszczu z nieba. jedyne, co spadło, to walizka ubranek Aleksy 'na zaś'. na mnie.
bolało.
i trzeba było zmierzyć się z brutalną prawdą, że przesadziłam. dużo za dużo. nigdy więcej szmateksów.
yyyyyyyyyyyyyyyyyyyy nigdy nie mów nigdy?


hmmmmm. czemu czasem wystarczy jeno słowo, by przepadła wena? a może jestem przewrażliwiona?
może.
ale żeby drugi raz to samo?

piątek, 16 lipca 2010

hole in a head

przez ten upał zlasował mi się już chyba mózg - myślenie boli.
robię wszystko machinalnie i modlę się, żeby nie zawalić drobiazgów. wychodzę na spacery koło 9'tej i po 14'tej, żeby Turki pospał (strasznie się męczy biedna) i wieczorem nie czuję nóg. tak sobie pomyślałam(proces powolny, acz zachodzący jednak), że gdybym jakimś dziwnym trafem wszczepiła sobie licznik, to miałabym niezły wynik na koncie - strach się bać.
prawie się dziś zabiłam na upchniętych naprędce pod półką kaloszach. i dzięki temu przypomniałam sobie o ich istnieniu. zakup na czas, prawda? długo kombinowałam i mam! może w tym szaleństwie jest metoda - kupiłam gumiaki - leje się z nieba, ale żar.to może jak kupię sandały, to zacznie padać woda ---> deszcz? .......
no dobra- nich ktoś chociaż wyłączy to słońce!!!
chcę moRZa, a nie moŻe!!!!!!!

piątek, 9 lipca 2010

передозировка

odkąd urodził się Turkuć niby nic się nie dzieje, a czasu jak na lekarstwo. może dlatego, że jest podzielny karmieniami i jakoś tak wychodzi, że stale muszę być w domu. a to kaszka, a to zupa, a to deserek. czasem czuję się jak chodząca stołówka. mama mówi, żebym nie narzekała, bo teraz nie trzeba gotować mleka. i prać pieluch tetrowych. no jest w tym coś....
w tle Mundialu i Ośmiornicy USA i Rosja wymieniają szpiegów w Berlinie. wow. jak w filmie sensacyjnym -brakuje tylko Matta Damon'a z pistoletem w ręku. obie strony twierdzą, że to nie wpłynie na ich stosunki dyplomatyczne... hmmmmm. czy i tak wszyscy wiedzą, że ich miejsce zajmą inni wywiadowcy, tylko lepiej się zakonspirują tym razem?
a swoją drogą, skubana ta Ośmiornica. jak ona to robi? a może ... ktoś ją opłacił?????????? :DDDD


yyyy, ciekawe ile kosztuje wpełznięcie na flagę Holandii? nie, żebym w nich nie wierzyła, ale lepiej zabezpieczyć tyły :)

środa, 7 lipca 2010

sedno bezSENsu

Holandia w finale... pierwszy raz od ... baaardzo dawna (34 lata) i pewnie znów będzie miała pecha. nie chcę być złym prorokiem, ale czuję, że dziś Niemcy rozjadą Hiszpanię, jak motor kurę. mogę się mylić i oby tak było - łatwiej chyb ograć obecną drużynę Raula, niż Podolskiego. ha!! ależ ze mnie znawca piłki. szkoda tylko , że finał zobaczymy z Mishą nie przed jednym TV...
jakoś tym razem po jego wyjeździe nie mogę się pozbierać. zostawił kilka koszul i wcale mi to nie pomaga, bo są żywym (sic!) dowodem na to, że kolejne spotkanie za miesiąc...
...... nie klei mi się coś dziś pisanie. nie mogę dobrać słów, a stworzenie zdania z sensem graniczy z cudem....
przynajmniej budzę się w Polsce bez Jarka u steru.
mała rzecz, a cieszy.

sobota, 3 lipca 2010

every step you take

od piątku znów mam męża. fajnie, bo przynajmniej mogę złapać oddech... i przypomnieć sobie, jak to jest. znaczy być kobietą.
i nawet dałam się wyciągnąć na noc poza domem, choć cały czas walczyłam z wyrzutami sumienia, że ja sobie piję wino, a Aleks śpi sama. przesadzam oczywiście, bo nic jej nie jest/nie było/nie będzie złego, jeśli czasem gdzieś wyjdziemy. ... Kraków nocą - heh. już zapomniałam, jak to jest: ciepła noc, tłumy ludzi (i komarów)i coś z magii w powietrzu. aż w głowie się kręci ze szczęścia. i mecze, mecze, mecze....
chwilo trwaj!!!!
telefon A. sprowadza mnie na ziemię ...jak kubeł zimnej wody , bo szpital, strach, łzy i ulga, bo na szczęście to tylko chwilowa niedyspozycja...
a w głowie dzwoni myśl: byle nigdy u nas....!!! nie każdemu noc przynosi sen....


jawa.
dzięki Ci Boże.